&
hura ja.
słoma, rude, zaropiała, senna, spóźnienie, pseudonełroza,
za dużo instynktu samozachowawczego i za mało wyobraźni. kraków w pradze na islandii, a menstruacja to gdzieś w nigdylandzie.

kocham obrazki – puszczalskie i puszczane, ruchome i migające, słodkie i oklepane, ziarniste i zasypane, herbaciane i zgrzytające i plumkające. i chcę mieć je wszystkie w sobie. ludzi tak samo. choć oni nie są ciekawi, zwykle tylko piękni w obrzydliwy sposób.
notatniki, księżniczka angina, akwarele, kawa, po której skręca mi jelita, szlugi skwierczące, od świeczki odpalane, z purplelight albo serge noire walczące, apatia, star trek, najntis, tom waits, topor, wampiry, transwestyci, ogrody kensington fresana, viva śmierć. czaszka jak pokój w 'tangu' rybczńskiego.

gdyby jednak mi się nie zmarło, to zostanę antropologiem, scenarzystą, imbryczkiem porcelanowym tudzież. takie don't dream it, be it.
i ot. odd.
krewznosa i inne wydzieliny